Robert Sochacki
exhibition and realization...




2003 - installation "The quest for oneself" - Gallery on Sand, Summer Stage of Teatr Miejski in Gdynia, Poland


interview:
Anna Paleszak, prospect art 3 lipca 2003


Anna Paleszak: W tym roku odszedł Pan od dużych widowiskowych realizacji, do których przyzwyczaił Pan swoją publiczność? Mówię: swoją, bo ma Pan wiernych widzów, którzy mimo deszczów, zazwyczaj towarzyszących Pana realizacjom, licznie przybywają na happeningi.

Robert Sochacki: Nie wiem, czy jest to mniejsze widowisko. Od pewnego czasu polem mojego działania stała się moja własna głowa. Godzinami przebywam sam ze sobą i nieustannie katuje własną wyobraźnię - jako artysta i jako widz, "w poszukiwaniu siebie". Ta realizacja ma na celu stworzenie idealnego miejsca dla "samousłyszenia". Mieszkamy nad morzem i każdą wolną chwilę tam spędzamy. Fakt, że w słoneczne dni brak nam nad nim miejsca. Szukamy samotności, próbujemy się zrelaksować, nie poszukując kontaktu z cywilizacją.

AP: Rozumiem, że stworzył Pan coś w rodzaju pokoju zwierzeń.

RS: Poniekąd tak... ale ten szereg kabin jest jednocześnie naszą ucieczką i otwarciem na świat. Tracimy wartości, mamy już dość cywilizacyjnych rozrywek, z których całej różnorodności możemy korzystać, nawet nie wychodząc z domu. Myślę, że każdy z nas, poza krótkim snem, potrzebuje otwarcia przed samym sobą, chwili zastanowienia.

AP: Dlatego tytuł "W poszukiwaniu siebie"?

RS: Tak. Gdy parę lat temu na plaży w Orłowie postawiłem pierwszy raz "Anioły", zobaczyłem że ludzie potrzebują popatrzeć na siebie z innego punktu, innej perspektywy i tylko przeniesienie ich w inną rzeczywistość to umożliwia im. Dlatego postanowiłem stworzyć warunki odizolowania, osamotnienia i otwarcia na tak inspirujący widok, jaki otwiera morze. Takie warunki i nieustanne bodźce, jakimi atakuje nas morze - ten żywioł tworzenia i destrukcji, powoduje, że odizolowane ciało, otwiera się na samo siebie. I tu wracamy do Pani pytania o skalę przedsięwzięcia: morze i nasza wyobraźnia - my sami, czy to nie jest spektakularne? Nie chodziło przecież Pani o fajerwerki, ale o istotę tego przedsięwzięcia.

AP: Tak oczywiście, ale przyzna Pan, że nie jest to widowisko na dużą widownię.

RS: Naturalnie. Myślę, że po ostatnich rozmowach z Bogiem ("Łódź Charona" i tryptyk "Dotknięci - Oczyszczeni") poszukuję większego skupienia i samostanowienia, mówienia o sobie i do siebie. Od instalacji "W poszukiwaniu siebie" właśnie tego oczekuję. A happening rozgrywa się każdego dnia, za każdym razem, gdy w kabinie ktoś usiądzie.

AP: Dziękuje za rozmowę.